Gry a oczy
Nie wszystko na tymże świecie jest zdrowe. Wiedzą o tym najlepiej lekarze, którzy nieustannie zajmują się chorobami, które nękają ówczesną cywilizację. Coraz częściej jednak można usłyszeć, że bardzo szkodliwe dla ludzkości są gry komputerowe. Czy aby na pewno jest to prawda? Oczywiście zależy. Od czego? A mianowicie od tego, jak wiele czasu dana osoba spędza przed komputerem grając. Zdarza się bowiem i tak, że pewni nałogowi gracze potrafią grać w gry komputerowe niemal cały dzień. I co ciekawi, gdyby nie nagląca potrzeba snu lub jakiekolwiek inne życiowe obowiązki, pewnie graliby w gry dalej. Nie jest to zdrowe – zarówno w sferze fizycznej, jak i w sferze psychicznej. Grozi bowiem bardzo szybkim i bardzo poważnym uzależnieniem. Jak wiadomo, uzależnienie to nie jest łatwe do wyleczenia. Wymaga, podobnie jak choroba alkoholowa i narkotykowa, odwyku.
Prawda jest jednak taka, ze mało kto jest w stanie samodzielnie i dobrowolnie zdecydować się na odwyk. Jest to bowiem, decyzja trudna i wymagająca olbrzymiej odwagi. Samo przyznanie się do tego, że ma się problem jest już połową sukcesu. Mało kto jednak potrafi się na to zdobyć. Całkiem niedawno w telewizji wyemitowany został dość ciekawy program. Zaproszono do niego najwyższej rangi specjalistów, w tym lekarzy i terapeutów. Program ogólnie dotyczył wpływu gier komputerowych na życie i kondycję człowieka. Szczególnie negatywnie o grach wypowiadali się lekarze, którzy jednoznacznie stwierdzili, że granie jest jedną z głównych przyczyn pogorszenia się wzroku. Okazuje się więc, że granie w gry psuje oczy. Równie negatywnie jednak do sprawy podeszli psychologowie, którzy stwierdzili, że granie w gry, zwłaszcza te brutalne, prowadzi do uzależnienia i powolnego tracenia kontaktu ze światem rzeczywistym. Odradzali oni więc zbytnie pochłanianie się przez gry. Przyznali jednak, że na przykład gry logiczne mają niezwykle dobry i wprost zbawienny wpływ na intelekt ludzki. Warto więc grać w gry logiczne, ale lepiej stronić od gier brutalnych, w których przelewa się krew.